Chyba się przeliczyłam…

Minęło dopiero osiem dni pracy, a ja już mam ważenie, że się nie nadaję. Nie potrafię polecać butów, a tym bardziej o nich rozmawiać. Kolory też są moją zmorą. Jak tu odróżnić truskawkowy od czerwonego? Serio dla mnie to ten sam kolor.

Druga sprawo to to, że dziewczyny lekko narzekają bo wolno mi idzie. Dla mnie to norma bo w tydzień chyba rozkładu magazynu się nie wyuczę. Tak samo ze środkami ochrony obuwia… Bo ja już powinnam wszystkie rozróżniać. Tyle ich, że nie jestem w stanie ich spamiętać i zaczynają mi się mieszać.

Jeśli do końca nie wprawię się w pracę to zacznę szukać innej. Obuwniczy jednak nie jest moją pasją. Chyba się przeliczyłam. Ta praca nie sprawia mi satysfakcji. Odnoszę wrażenie, że wolę inną pracę za mniejsze pieniądze, która sprawi, że będę zadowolona z tego co robię, niż za większe pieniądze i robić to czego nie lubię.

I chyba się pogubiłam bo już sama nie wiem czego chcę.

1 Komentarz

  1. Droga Si. Nie zniechęcaj się tak szybko. W każdej nowej pracy początki są trudne. Nikt nie jest alfą i omega i wszystko wie w mig. Żeby Cie podtrzymać na duchu opiszę osobę w podobnej sytuacji do Twojej. Dziewczyna zatrudniła się w firmie, która potrzebowała pracownika znającego dobrze język francuski. Studiowała na Sorbonie 5 lat, magister językoznawca, więc sądziła, że da radę i nie będzie miała problemów. Ale nie tylko język był ważny. Jej zadaniem było instruowanie dzwoniących, jak pozbyć się kłopotów podczas użytkowania sprzętu firmy LG. Początki były straszne, to praca dla technika. Wiele razy chciała zrezygnować. Wytrwała, a firma podpisała z nią, po 3 miesięcznym okresie próbnym umowę o pracę. Warto powalczyć i się nie dać. Opisałam Ci moją córkę. Znam jej dawne rozterki. Dzisiaj nawet nie wspomina, że zrezygnuje. Wytrwała, teraz tylko może być lepiej. Weź przykład z Marty, nie daj się. Powodzenia Si.
    Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.