Powrót nieznośnej…

Dawno mnie nie było na blogu. AŻ MIESIĄC. Miesiąc przez który wiele się wydarzyło i nie koniecznie jestem z tego zadowolona.

Po pierwsze miałam mniej czasu dla Adiego. Mógł się poczuć urażony i na pewno tak było. Ale wiem, że i tak zawsze mogę na niego liczyć.

W marcu odbyłam rozmowę z MR z której wynikło, że nie jest ona zadowolona, iż zapisałam się na BHP. Bo jak ja to z pracą pogodzę? Szkoda, że szkoła jest cztery razy w miesiącu i nijak to z nie przeszkadza. Miałam się zastanowić czy nie chcę przejść na mniejszy etat. Oczywiście, że nie.

W szkole było nawet okej. Chodzi sześć osób i kierunek raczej nie przejdzie, więc postanowiłam sobie teraz darować i zapisać się od września.

Wielką Sobotę spędziłam w pracy. Ludzi nawet sporo. Choć przez pierwszą godzinę razem z K. spędziłyśmy na czytaniu, bo nikogo nie było. Postawiłam ciastko z kremem, tak by było świątecznie. Oczywiście wysłałam K. Wróciła z tekstem, że więcej tam ciasta nie kupi, bo ciasto kroi się w kostkę, a jej pokroili w paski. Pośmiałyśmy się, że pewnie pracownik miesiąca. Ciasto hawajskie było bardzo dobre, ale z hawajami nic wspólnego nie miało. No chyba, że porzeczka i toffi to nowy smak Hawaii.

W piątek dowiedziałam się, że umowy mi nie przedłużą. Troszkę było przykro, no ale cóż. Adi powiedział, że mam się nie martwić, bo na pewno znajdę coś lepszego i może lepiej płatnego.

W niedzielę odwiedziła mnie Johanna z Lu. Jak dobrze było móc znów ją przytulić. Lu zaskoczyła mnie pozytywnie, bo nie wiedziałam, że rzuci mi się w objęcia i tak mocno uściska. Szkoda tylko, że wpadli na dwie godziny, które zdecydowanie za szybko zleciały.

No i zaczął się maj…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.