Za szybko zleciało

Z racji tego, że na stażu też należy się wolne, wzięłam aż pięciodniowy urlop. No i dzisiaj obrazkowo.

Siódmego w niedzielę wybrałam się pod Toruń do mojej chrześniaczki i Johanny. Dotarłam tam późnym wieczorem. Kto by pomyślał, że na autostradzie może być czterdziestosiedmiominutowy korek! Te bramki to zło!

Ósmego w poniedziałek była śliczna pogoda i Lu się do mnie przyzwyczaiła. Wszędzie prowadziła za rączkę. I puzzle ze mną układała. Pozwoliłam jej w sklepie wybrać sobie dwie rzeczy. Takie małe drobiazgi spinki i gumki. Mnie wybrała bluzkę. Oczywiście jasnoróżową z koronką. Trochę posiedziałyśmy na placu zabaw, przy pięknym słońcu, w ciepełku.

Dziewiątego we wtorek. No i to tyle z ładną pogodą, bo zrobiło się zimno. Odwiedziłam fryzjera w celu podcięcia końcówek, a raczej siana, bo moich nitek włosami nazwać nie można. Wieczorem Johanna pofarbowała mi włosy na czarno.

Dziesiątego w środę z samego rana obudziła nas Lu. Zjadłyśmy śniadanie, zagrałyśmy raz w piotrusia i dwa razy w zgadywanki. Jak na czterolatkę, a właściwie trzy i pół całkiem nieźle sobie radzi. Choć po jej minie widać, że nie lubi przegrywać.  O jedenastej wybrałam się z Johanną do Torunia. W celu zakupienia biletu powrotnego.
Resztę dnia spędziłam z Lu. Ona się nie męczy! Też bym chciała mieć tyle siły co ona.

Jedenastego w czwartek.

Nie pamiętam co się działo bo nie zapisywałam, a moja pamięć krótka jest. Wiem tyle, że robiłam z Johanną ryż z kurczakiem i warzywami na patelkę. Ryż powinien gotować się na kostce rosołowej dla smaku, ale co tam – zapomniałam. Johanna zrobiła panierkę z papryki – kurczak był na ostro. No a warzywka się przyjarały…  No cóż.

Piątek dnia ostatniego

Z rana pożegnałam się z Lu. Nawet się nią nie nacieszyłam i odniosłam wrażenie, że za mało czasu z nią spędziłam. Południe spędziłyśmy w Toruniu na zwykłym szlajaniu się.

WP_20160812_14_14_00_Pro Wszyscy robili sobie z nim zdjęcia to ja tyż. :D Niedaleko był pomnik Kopernika, ale za dużo ludzi się tam kręciło i nijak nie mogłam zrobić zdjęcia.

WP_20160812_14_42_36_ProBardzo mi się spodobał wystrój restauracji. Jednak na żywo wygląda to lepiej niż na zdjęciu.

WP_20160812_14_46_13_Pro

Johana powiedziała, że nie wie co to, ale mam zrobić zdjęcie. No to jest. Zresztą kocham zdjęcia pierdół. Następne są znad Wisły

WP_20160812_14_50_51_Pro

Oraz zachwyt gołębiem z chlebem

WP_20160812_14_52_49_Pro

Ale jest też coś dla poszukiwaczy Pokemonów. Restauracja Pueblo  zaprasza na pyszną lemoniadę. Pierwszy raz w życiu widziałam taką tabliczkę i musiałam zdobić zdjęcie bo jest przeurocza.

WP_20160812_15_01_16_Pro

Oraz moja ulubiona fontanna. Jak byłam młodsza przychodziłam z wujkiem Z. wieczorem. Wtedy zawsze grała muzyka, a fontanna mieniła się w kolorach. WP_20160812_15_21_04_Pro

Oczywiście z Torunia są zakupione pamiątki. Nie ważne, że w formie zakładek do książek. Zakładka zawsze się przyda.

WP_20160812_15_26_03_ProTrzy z dołu są moje, a te od góry są Johanny. Najlepsze są motylki zakupione w księgarni Matras.

No i na sam koniec moja ulubiona pizzeria.

WP_20160812_16_12_31_Pro Mają tam najlepszą pizze. Zawsze kiedy wracam od J. idziemy do Piccolo. Jest tam jeden rodzaj – pieczarki z serem. Koszt to 6,60 ale warta ceny. Nie wiem czemu, ale Toruń kojarzy mi się z piernikami, grającą tęczową fontanną i Piccolo.

I choć nie było pogody wyjazd uważam za udany oraz za krótki.

Piękną mamy jesień tego lata.

Wczoraj w końcu udało mi się skończyć czytać trzynastą część Sagi o Ludziach Lodu.

W sobotę wybrałam się na plażę oczywiście z jakieś pięć przystanków przed morzem zaczęło lać jak z cebra. Ja to jednak nie mam szczęścia do trójmiasta. Gdzie się nie wybiorę tam pada. Chyba jestem pechowa. Na pętli padało coraz słabiej więc wysiadłam. Nad wodą ciepło ale bez słońca a do tego zakaz kąpieli. Lipe mają ci co brali urlop w lipcu i przyjechali nad trójmiejskie morze. I mam wrażenie, że sierpień wcale nie będzie lepszy.

Przeszłam się kawałek w dłuż wody po mokrym piachu z telefonem w ręku. I już gdy uklękłam na jedno kolano by zrobić zdjęcie (nie znam się na ptakach – był czarny) usłyszałam ratowników: ,,Patrz kolejna łapie Pokemony.” Nie dziwię się, bo ludzie powariowali przez tą nową grę. Na nasze telefony weszła nowa aplikacja Pokemon Go gdzie zbiera się stworki. Warunek jest taki, że trzeba wyjść z domu bo mapa świata gry jet połączona z naszym. Do gry jest potrzebna nawigacja/lokalizacja czy jakoś tak. Przynajmniej zmusza wyjść dzieci na dwór. Ale zatrzymywać się na środku jezdni by złapać pokemona raczej nie jest dobre.

Bez tytułu

Dziś bez tytułu, bo kompletnie nie mam pomysłu. Wakacje już w połowie za nami. Wrzesień zbliża się wielkimi krokami. W szkolnych notatkach zrobiłam już porządek. Teraz powoli muszę brać się za powtórzenia wiadomości, bo w głowie pustka.
Staż też szybko leci jeszcze tylko dwa miesiące. Trochę szkoda.
Urlop planowałam na  16-23 sierpnia. Chciałam wyjechać do chrześniaczki, bo dawno jej nie widziałam. Oczywiście nie mogę, bo rodzice jadą w góry, a ja mam robić za niańkę piętnastoletniego brata. Matka na siłę robi z niego niepełnosprawnego ułoma, który nic nie umie. Bo przecież dzidzia sobie nie poradzi!

Jochanna też nie zadowolona bo po 23 sierpnia będą jeździć po zestawy i inne duperele do szkoły i nie bardzo, a we wrześniu szkoła. Jedyne co mi pozostaje to zapytać się czy dostanę urlop od 8 marca. Już planowałam, że wyjadę 13 i wrócę 22 i miałabym więcej wolnego.

Pogoda się wcale nie poprawia. Od poniedziałku do czwartku jest pięknie i ładnie, a w weekend deszczowo lub pochmurnie. I jak tu się opalić, by nie być bladym jak sufit?

Życzę wam ciepłego i słonecznego sierpnia.

Deszczowo

W pracy miałam zacząć archiwizację od poniedziałku. Niestety ani PJ ani AR nie załatwili druku na który mam to spisywać. Dostałam to dopiero w środę. SUPER dwa dni do tyłu. Brawa dla nich. Ale możliwe, że się wyrobię do następnego piątku. Johanna mówi, że mam się niczym nie przejmować i mieć wyjebane.

W czwartek PJ pokazała mi swoją inteligencję. Potrzebowali akta spraw prowadzoną przez Panią H. Szafa z napisem sprawy bieżące, a wyżej sprawy zakończone. PJ grzebie w aktach bieżących i mówi, że tego nie znajdzie a Pani H będzie do 18 na urlopie i nie wie gdzie one są. Grzecznie się pytam czy może są u góry, bo tam też są jakieś. Pani H. mówiła, że w szarych kartonikach są do spisania na archiwum a te w niebieskich mam zostawić, bo coś-tam. I okazało się, że tam były te akta a w kompie system podkreśla czy są niezakończone czy zakończone. Pj się śmiała jak to fajnie, że mam taki dobry kontakt z H. Aż takiego dobrego kontaktu nie mam, ale jeszcze widzę, że szafy są podpisane. Jak Pani H. to usłyszy, to się uśmieje.

Szkoda, że cały czas pada. Nigdzie wyjść nie można. A tak bardzo chciałam jechać nad może lub jezioro. Jak pech to pech.

Ponarzekajmy

Poniedziałek szóstego – na stażu robi się nieciekawie. AR jest na urlopie i dobrze.  NIE LUBIĘ GO! Sorry, ale on się niczym nie interesuje i słabo tłumaczy. PJ jest dziwna, bo najpierw mi mówi, że mam się jej pytać jak czegoś nie wiem, a jak przychodzi co do czego to odsyła do AR. Teraz wyjątkowo do Pani H.

Piątek dziesiątego – zgubiłam 40 złoty. Często robię taż, że po zakupach zawijam pieniądze w paragon i chowam do kieszeni. Tym razem musiałam wyrzucić do kosza bo kasy nigdzie nie ma.

Wtorek czternastego – w skarbonce uzbierałam już pięćset złoty. Podejrzewam, że od nowego roku zapiszę się na ten kurs tańca.

Środa piętnastego – Moja mama się na mnie obraziła, bo nie chciałam ciuchów po córce sąsiadki. Naskoczyła na mnie, że „Pewnie lepiej nowe kupić”. I tak wolę nowe. Całe życie w szkole naśmiewali się ze mnie, że nie miałam ładnych ubrań. Zawsze sprane spodnie i rozciągnięte bluzki. Najlepsze było to, że w szafie miałam cztery bluzki na długi rękaw i jedną bluzę. Spodni też tylko trzy pary. Oczywiście według mojej mamy to było dużo i twierdziła, że nie potrzebuję nowych ubrań. Wiele razy się skarżyłam, ale ona oczywiście nie widziała problemu. WueN dostawała ciuch na zawołanie. Ja specjalnie rezygnowałam z wycieczek szkolnych, pod pretekstem, że wolę ciuch. I nie było ani wycieczki ani nowych ciuchów. Często czułam się przez to gorsza. Nie będzie decydować na co wydam swoje pieniądze!

Czwartek szesnastego – Dzwonił Lou. Poinformował mnie, że odnowił kontakt z E. Dowiedziałam się, że ze mną też chętnie odnowi. Ta wiadomość mnie podenerwowała. Ja nie chcę do tego wracać! Nie chcę. Nie po tym co zrobiła. Ucięła kontakt od tak, bez żadnego wyjaśnienia. Zablokowała mnie chat’ie + nie odpisywała na smsy. Martwiłam się o nią. Płakałam z dobre dwa miesiące. Rozumiem, że Lou chce odnowić znajomość i nie ma jej za złe tego wybryku. Ale ja tak nie potrafię. Pamiętam, że uspokoiłam si dopiero po napisaniu opowiadania „Listy do E.” Jakoś pomogło mi to o niej zapomnieć.  Od tak zerwała znajomość
I od tak chce do niej wrócić
A ja nie chcę i nie potrafię znów jej zaufać – Od tak

Piątek siedemnastego – zgubiłam kartę informacyjną o egzaminie. Coś mi świta przy dacie poniedziałkowej dwudziestego i godzinowo dwunasta, ale nie jestem pewna. No cóż. Podejrzewam, że wyrzuciłam ją podczas sprzątania.

Niedziela dziewiętnastego – jutro mam wole od pracy więc wybieram się na egzamin o ile w ogóle jest jutro. Mam też w planach zobaczyć ofertę kilku banków, bo potrzebuje na konto oszczędnościowe. Boję się, że ze skarbonki wydam szybciej niż uzbierałam.

Końcówka miesiąca i jego podsumowanie

  1. Zostałam rzucona na nowy dział. Oczywiście nie pamiętam nazwy, bo to przecież ja. Wiem tylko, „coś tam decyzje, darowizny i spadki”. Segregowałam dokumenty numerycznie. I bardzo się przy tym nudziłam. Dowiedziałam się, że Pani H, z którą dzielę pokój czepia się archiwizacji i wszystko ma być wręcz idealnie. Jeśli przez cztery miesiące będę na archiwizacji to zwariuję.
  2. Nie umiem ściemniać w pracy. Bardzo mnie to nudzi.
  3. Środa zleciała szybko i w nudno-męczący sposób. Ponadto przyjechała moja chrzestna, z którą już dawno nie miałam kontaktu. Ale o tym innym razem. Jakoś miło było poczuć, że moja chrzestna istnieje.
  4. Cały czwartek spędziłam na jedzeniu. Śniadanie, lody, babeczka z kremem i frytki zamiast gofra, bo na słodkie już patrzeć nie mogłam.
  5. Piątek spędziłam u Lou. Było fajnie, ale nasze planowane rozkłady dnia się nie sprawdzają. Wychodzi na to, że ten dzień również spędziłam na jedzeniu. Wieczorny długi spacer był udany, choć pogoda nie za bardzo dopisywała. Obejrzeliśmy film przygodowy/fantasy oraz horror. Lou skończył z śladami po moich paznokciach, bo lubi mnie drażnić, a ja no cóż… To już taki odruch.
  6. Sobotę wstałam z samego rana. Nie spałam już od 6:00. I mimo że miałam jeszcze godzinę snu zasnąć nie mogłam. Śniadania nie zjadłam. Trzymało mnie wczorajsze jedzenie. Lou podziękował za fajnie spędzony czas i odwiózł mnie na autobus. Pozostały czas spędziłam na czytaniu.
  7. Niedziela zleciała zdecydowanie za szybko. Zabrakło mi wolnego czau. Wiem, że byłam na mieście. Wiem, że czytałam. A reszta? Wydarzenia z tego dnia całkowicie wcięło. A PRZECIEŻ TO BYŁO WCZORAJ!
  8. Dziś poznałam panią H, która wróciła z urlopu. Widać, że trzyma porządek w papierach. Ale za to jest sympatyczna i tłumaczy mi coś jak czegoś nie wiem. Kierowniczka zadecydowała, ze w całości należę do AR i będę wykonywać jego pracę (czyt. zaległości). To należę źle zabrzmiało… Mam nadzieją, że też dobrze tłumaczy. Dowiedziałam się, że muszę spisać archiwizację by 2014r i 2015r zrobił miejsce dla dokumentów z 2016r. Ale to jeszcze nie teraz. Sami nie wiedzą od czego zacząć.
  9. Dziś zaspałam do pracy. Znaczy nie zupełnie bo obudziłam się o 5:04. Zapomniałam nastawić budzik na rano. Całe szczęście, że obudziłam się w porę. Lipa by było zaczynać na nowym stanowisku od zaspania. Nie zjadłam śniadania w pracy. Nie chciało mi się. Tyle ostatnio zjadłam, że mam dość.
  10. Będąc u Lou dowiedziałam się, że przytyłam z 41,5 kg do 45,1 kg
  11. Wiem, że sprzątałam w swoim pokoju. Ale za cholerę nie pamiętam dnia – jakoś w tamtym tygodniu. Chciałam powywalać wszystko co jest mi nie potrzebne. Niestety odziedziczyłam biurko po WueN i zamiast normalnych szaf mam regały z kartonami. W tym nie da się trzymać porządku. Co z tego, że posprzątam skoro jeśli czegoś szukam to raz, że nie mogę niczego znaleźć, a dwa to przez to grzebanie znowu robi się syf. A muszę mieć te kartony bo nie chcę mieć rzeczy na wierzchu. Nerwicy przez te biurko i kartony dostaję.
  12. Stwierdzam, że za dużo jem słodkiego. Muszę to ograniczyć.
  13. Udało mi się skończyć 11 część Sagi o Ludziach Lodu – Margit Sandemo.
  14. I ten miesiąc zleciał szybko. Jestem przemęczona. Nie wiem czym. Nic takiego nie robię a czuję się tragicznie. Ponadto swoje opowiadania zostawiłam w koncie od połowy kwietnia niczego nie napisałam. Może w czerwcu uda mi się machnąć w końcu kolejną część jakiegoś opowiadania. Bo dziś nie mam na nic siły.

I nie jestem pewna czy z tego miesiąca jestem zadowolona.Pozdrawiam wszystkich i życzę słonecznych i ciepłych dni w nadchodzącym miesiącu.
Si.

 

Bez urazy ale…

Mam nadzieję, że ten post nikogo nie obrazi. To tylko moje zdanie i nikt się z tym nie musi zgadzać. Powtarzam ten post nie miał na celu nikogo obrażać.

Piątek 20.05
Wyniki egzaminów z panią P. Z wykonywania prac biurowych dostałam 5 elegancko bo się tego nie spodziewałam. Natomiast z Postępowania administracyjnego dostałam 3. Szok. Powyżej dwójki. Wielka ulga. Może byłoby lepiej gdybym zdążyła odpowiedzieć na wszystkie pytania. W poniedziałek idę z kartą ocen, którą muszę oddać. I mam wielką nadzieję, że obejdzie się bez uszczypliwego komentarza Pani P. Bo to by się skończyło źle dla mnie jak i dla niej.

Po pracy wybrałam się na zakupy. Wybrałam białą bluzkę z czarnym kołnierzykiem, białą tunikę oraz (różowa/kremowa) spódniczka. Nie odróżniam kolorów i ich odmian. Ja znam podstawy. Stroje galowe do pracy na lato zostały uzupełnione. Kiedyś nie znosiłam spódniczek i sukienek. Źle się w nich czułam. Teraz powoli się do nich przyzwyczajam. Choć z sukienkami jest jeszcze problem, tak samo jak z bluzkami z dużym dekoltem. Dalej uważam, że jestem za płaska by je nosić i czuję się w nich źle. I to raczej już mi nie przejdzie.

Sobota 21.05 W trójmieście były organizowane przeróżne parady. Chciałam zobaczyć paradę równości. Z czystej ciekawości jak to wygląda w Polsce. Już raz byłam na jednej podczas praktyk w Niemczech. Tam było strasznie… Faceci w stringach, dziewczyny w prześwitujących bluzkach lub w bluzkach z wyciętymi dziurami w obszarze piersi. Nie, żebym coś do nich miała ale uważam, że tylko się przez to ośmieszają. Ludzie nigdy nie wezmą kogoś latającego w gaciach po mieście na poważnie. Wydaje mi się że takie zachowanie psuje reputacje wszystkich homoseksualnych osób. Parady w Gdańsku nie widziałam. Za to natrafiłam na paradę NARODOWCÓW. Homoseksualiści przy nich wychodzą na normalnych ludzi. Oczywiście mowa tu o poziomie IQ i nienagannym zachowaniu. Z tego co słyszałam już przy Hucisku zaczęli zachowywać się agresywnie. Zebrała się masa policji. Naliczyłam aż 10 radiowozów. Narodowcom jednak to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie ich agresja narastała. Szli z okrzykami „całe trójmiasto nie chce pedałów” „zakaz pedałowania – dupa jest od srania” i tym podobne.  Nie no inteligencja pierwsza klasa. Postałam przy nich z dobre dziesięć minut. Ach ta ciekawość. Policja kazała się rozejść mówiąc, że ich zgromadzenie jest nielegalne. I  padły piękne słowa narodowców „Pedałów jest legalna, a nasza nie”. Czasem mam wrażenie, że oni chodzą tam tylko po to żeby robić zadymę i wszczynać bójki z policją. NARODOWCY też mi coś. Przynoszą klęskę dla Polski. Wstyd mi za nich. Okrzykują, że są Polakami, ale co to ma do ludzkiej orientacji? To się nijak nie wiąże. Naród to ludzie a nie orientacja. No chyba, że to ja nie jestem do edukowana. Zabawne jest to, iż nazywają się patriotami. Co patriotyzm ma do orientacji? Mam wrażenie, że oni nie słyszą swoich wypowiedzi… Jeden z nich krzyknął, że to przez homosiów nasz naród jest zjebany i w Polsce jest coraz niższa liczba ludności. A ja myślałam, że to przez: politykę, lepszą prace zagranicą, lepszą opieką medyczną też zagranicą.
Skąd w ludziach bierze się tyle nienawiści? I po co ludzie się wpierdzielają w czyjeś życie seksualne? To osobista sprawa kto z kim sypia i tak powinno pozostać.
I zastanawiam się czy lepsza parada Niemców czy Polaków. Bo ja chyba jednak postawiłabym na Niemców – tam nie ma idiotów rzucających kamieniami by wdać się w bójkę z policją. Zastanawiam się czy w każdym mieście parady wyglądają tak samo. Za rok wybiorę się do innego miasta o ile uda mi się ogarnąć nocleg i przewodnika. Si ma kiepską orientację w terenie.

Niedziela 22.05

Spotkanie z Lou. Spacer plażą z Gdańska aż do Gdyni. Boże moje nogi. Dawno tyle nie chodziłam Nie mam pojęcia ile to kilometrów. Internety podpowiadają, że piętnaście. Doszłam do wniosku, że Sopot to jednak drogie miasto. Wycieczka się udała. Słońce i chłodny lekki wiaterek. Aż mi żal było wracać do domu. Jutro znowu praca. Lou co chwile próbował złapać mnie za rękę. Nie udawało mu się to. I jakoś przez całą drogę męczył mnie pytaniem czemu nie chcę chodzić za rękę. „Bo to głupie” „Czemu?” I nie umiem tego wyjaśnić. Nie widzi mi się chodzenie za rękę. I padło pytanie – Kto mnie tak skrzywdził, że nie pozwalam się nikomu do siebie zbliżyć. Raczej nikt. Ja już taka jestem. Nie chce być z kimś w związku. I umiem wytłumaczyć tego wszystkiego. Czasami sama siebie nie rozumiem. Nie wiem co miało czy ma na mnie wpływ.

Z filmików w necie dowiedziałam się, że parada równości została zatrzymana przez ludzi protestujących i nie życzących sobie takich dziwactw w swoim mieście. Parada została pokierowana inną trasą. Boże jak mi wstyd za społeczeństwo w którym żyje. Jeden z filmików obraził mnie najbardziej tekstem „Feministki, lesby geje, cała polska z was się śmieje” – JAKIM PRAWEM WYPOWIADAJĄ SIĘ ZA MNIE. Wypraszam sobie, bo ja się z nikogo nie śmieję i nie życzę sobie by ktoś się wypowiadał za mnie.

Weekendowo traficznie

Nadszedł weekend przepełnionymi egzaminami. O ile wczorajszy dzień był spokojny, tak dzisiejszy okazał się tragiczny. Niedziela piętnastego to zdecydowanie najgorszy dzień w moim życiu i wątpię by w najbliższym czasie przydarzyło mi się coś gorszego.

Podstawy prawa administracyjnego zaliczone na czwóreczkę   Finanse publiczne zaliczone na piąteczkę.
Wykonywanie prac biurowych – wyniki w poniedziałek
Postępowanie Administracyjne – wyniki w poniedziałek

Nasza kochana nauczycielka Pani P. Przegięła i to ostro. Z prac biurowych 5 pytań zamkniętych i pięć otwartych – czas 10 minut. Gratulację za to że tylko minuta na jedno pytanie. Z tego przynajmniej coś naskrobałam i dwója na pewno będzie.

Z Postępowania było gorzej. Mówiła, że aż tak szczegółowych pytań nie będzie i nie będą aż tak podobne do siebie pytania. Skłamała, bo były odpowiedzi, które różniły się słowem i często pasowały dwie odpowiedzi. HALO Pani P. Nikt się kodeksu na pamięć nie uczy!!!! Ilość pytań 40 a czas na ich rozwiązanie 30 minut. To nawet nie jest minuta na jedno pytanie! Trzeba je przeczytać i czasem pomyśleć. Kiedy usłyszałam, że oddajemy karteczki miałam ochotę się rozpłakać zaznaczyłam 10 odpowiedzi nie czytając pytań byle by coś było i kilku nie zdążyłam licz 20 pytań przepadło. I nie wiem czy to ja zjebałam  czy ona. HALO Pani P. To nie test na prawo jazdy -może troszkę więcej czasu!!!! Jestem dyslektykiem i czasem muszę przeczytać coś dwa razy by zrozumieć sens. Słysząc że powoli kończymy a ja jestem dopiero na pytaniu 20 przestałam myśleć ze stresu i nie mogłam się na niczym skoncentrować.

Aż mi się płakać chce, wyć, krzyczeć i najlepiej wszystko na raz. Mam też niepohamowaną chęć wygarnięcia Pani P. jaka to jest zajebista i cudowna. Rzadko kiedy coś dobrze wytłumaczy a dzień przed egzaminem powiedziała nam abyśmy o parlamencie poczytali bo się pojawi. HALO Pani P. TEGO K**** NA ZAJĘCIACH NIE BYŁO!!!!!!!!!!! Mamy sobie sami info szukać, bo będzie na egzaminie, a nie było na lekcji. Szkoda, że powiedziała to dzień przed egzaminem. Jestem tylko ciekawa

Teraz tylko czekać do jutra i zobaczyć termin poprawy bo wątpię bym ustrzeliła na dwóję.

Mam nadzieję, że u was weekend przebiegł lepiej.  Pozdrawiam serdecznie
Załamana Si.

Maj

Na dworze z dnia na dzień coraz cieplej. Pogoda dopisuje, choć w samą majówkę wcale tak ciepło nie było. Niedziela była chłodna. Spędzona z książkami. Dziś już nic nie pamiętam z tego, co było w tych notatkach. Czytając je, nie mogę się na niczym skupić. Jestem rozkojarzona. Brak mi chęci do wszystkiego. Niby mam ochotę na coś słodkiego, ale słodycze mi nie smakują. Są za słodkie i mdłe. A przecież o to chodzi w słodyczach, że mają być słodkie. Ostatnio nie mogę zjeść całego batonika, wystarczą mi dwa gryzy i czuję się źle.

Przez cały tydzień się nie uczyłam. Nie chciało mi się. Można powiedzieć, że stosowałam metodę „zacznę od jutra”. A dziś olałam wszystko. Rodzice wygonili mnie na dwór, bo cały czas siedzę w domu. Zabrałam notatki ze sobą, ale nawet tam nie miałam motywacji.

Wracając, miałam małe zderzenie z samochodem. Nic mi się nie stało. Tylko się o niego otarłam. Facet zdążył wyhamować. Światła przy kinie są najgorsze, bo samochód ma zielone i pieszy ma zielone. Debile to przejście wymyślili. Na szczęście nic mi nie jest. Ale jak to się mówi „Głupi zawsze ma szczęście”.

Trzecia rzecz, o jakiej warto wspomnieć to to, że chciałabym zapisać się do szkoły tańca. Nie wiem, czy wiekowo się nadam, ale od początku technikum interesuje mnie taniec na rurze. Podoba mi się, ale jak już byłby to plan na 2017 rok, gdyż z wypłaty stażysty dużo nie mam, a jeszcze mamie muszę się dokładać do mieszkania. Do tego dochodzi doładowanie do telefonu i bilet miesięczny. Brak kasy na własne pasje. Z dnia na dzień coraz bardziej jestem pewna, że w przyszłości się na to zapiszę, nawet gdybym miała czekać do 2018 roku. Chyba pierwszy raz mnie coś w życiu interesuje poza siedzeniem w domu i czytaniem książek.

Coraz bliżej egzaminy Hip Hip O boże…

Jest cudownie. Wręcz idealnie. Do egzaminów się nie uczę. Zamiast tego siedzę na watt i czytam Ironia losu: Szklane nadzieje. Opowiadacie ciekawe i wciągające, ale to nie wymówka, aby się nie uczyć. Po prostu rozleniwiłam się na maksa. Jak wracam po pracy do domu, to też robię wszystko byle się nie uczyć. Postanowienie na dziś zacząć szykować ściągi, bo ja uczę się przez przepisywanie. Czytanie nic mi nie daje – lipa.

Staż całkiem spoko. W piątek przenieśli mnie na drugie piętro. Praca ta sama, tylko cztery piętra niżej i w uboższym pomieszczeniu. Sala duża przestrzenna z czterema biurkami. Szafy też są dwie. Nawet duże, z czego jedna sama się otwiera. Komputery były zakurzone i same musiałyśmy przetrzeć je chusteczkami. Ponadto przy biurkach są szuflady na klucz, bez działających zamków. Okna brudne na poziomie mistrz, no i podłoga, która miotły nie widziała. Czajniczek elektryczny, z którego M i G mają odwagę sobie zrobić herbatę bądź kawę. Mnie sam jego widok odrzuca. Na parapecie została czyjaś szklanka z bóg wie jakiego wieku. Oficjale wyrzucona, za zgodnością głosów. No ale nic dziwnego, bo sala jest otwierana na sezon, czyli raz w roku. I uważam, że nawet jeśli jest pod kluczem, to raz na miesiąc można ją przejechać mopem…

Wczoraj miałam dzień wolny od szkoły, więc wybrałam się do parku nad stawek. Pogoda zapowiadała się cudownie. Karmiłam wrony paluszkami, później przyleciały gołębie i kaczki a na sam koniec łabędzie. (To tak jak w szkole – otwórz paczkę chipsów, a zlecą się wszyscy). Łabędzie to jednak wredne ptaszyska najpierw miłe, bo masz jedzenie, a później na ciebie warczą. Część paczki oddałam dziewczynce, która się przyglądała. Miała ogromną zabawę z karmienia ptaków paluszkami. I uciekaniem przed warczącymi łabędziami. Może te ptaki są ładne, ale na pewno nie są przyjazne.
Resztę dnia spędziłam na sprzątaniu pokoju. A dziś czeka mnie przygotowanie ściągawek, z których będę się uczyć.

Miłej niedzieli kochani :)
Wasza Si.